Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tuż za oknem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tuż za oknem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2013

Porzucony

Przez ostanie miesiące, ten blog wygląda niczym porzucony hydrant, niby istnieje ale czy na pewno działa ? Sprawdziłem czy woda nadal płynie i jestem dobrej myśli, że w najbliższym czasie trochę tej wody na blog się wyleje.

 
Mam też nadzieje, że oprócz samej wody wyleje się z nią coś bardziej treściwego :-)

środa, 27 lutego 2013

Wariacje Goldbergowskie

Kontrapunkt (z łaciny punctus contra punctum, w dosłownym tłumaczeniu: nuta przeciw nucie) - technika kompozytorska, która polega na prowadzeniu kilku niezależnych linii melodycznych zgodnie z określonymi zasadami harmonicznymi i rytmicznymi (Wikipedia).
Wysłuchajmy Wariacje Goldbergowskie w wykonaniu legendarnego Glenn Gould i kontrapunkt stanie się całkiem zrozumiała ideą.
Czy kontrapunkt można również stosować w fotografii? Można i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, że wiele kompozycji w fotografii jest oparta na kontrapunkcie. Postanowiłem poszukać w swojej kolekcji wizualny kontrapunkt, który pasowałaby na okładkę Wariacji Goldbergowskich.

 
Z nadzieją, że jakiś wydawca muzyki klasycznej kiedyś tutaj zajrzy, a J.S.Bach nie będzie miał mi za złe, iż jego Wariacje Goldbergowskie sprowadziłem do poziomu fotografii :-)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Co się wydarzyło w Bucks County, cz.3

Jeszcze jeden kryty most z Pensylwanii, tym razem z poziomu płynącego pod nim potoku.
 

Mgiełka bardzo się tutaj przydała ale cierpliwie będę czekał na zimowe ujęcie, z nadzieją że będzie jeszcze ciekawsze niż to bez śniegu. Przy okazji można zobaczyć jak taki most wygląda z profilu. To tak jakby ktoś przerzucił czerwoną stodołę przez rzekę :-)

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Kompromis

Jeśli z dziesięciu osób każde widzi w tym samy zdjęciu różną historie to tylko świadczy dobrze o wyobraźni obserwujących ale czy to samo można powiedzieć o wyobraźni autora tego zdjęcia?

 

Czy to oznacza, że dobre zdjęcie powinno być jednoznaczne w przekazie? Myślę, że nie, bowiem sama wieloznaczność daje intelektualną satysfakcję tym co oglądają dane zdjęcie.


Czy jest możliwe, że kompromis tkwi w spójnej historii, w której nie wszystko jest całkowicie przejrzyste?  Jeśli tak, to super ostre obiektywy Zeiss może zostawić kolekcjonerom :-)

piątek, 4 stycznia 2013

Co się wydarzyło w Bucks County, cz.2

Spełniam prośbę pokazania mostu w oprawie innej pory roku. To zdjęcie zrobiłem późnym latem, nie ma tam ciekawskiej sarenki ale ujęcie jest zupełnie inne niż to zimowe.


Dzięki dłuższej ogniskowej mogłem bardziej skompresować most z tłem, do tego stopnia, że odnosi się wrażenie jakby konary drzew tworzyły dodatkowe zadaszenie tego mostu, niczym wrota do zielonej krainy.
 

Ten drawniany most na zdjęciu ma około 150 lat, więc pokrywanie ich dachem to całkiem skuteczne podejście, żeby chronić je przed zimową erozją.

środa, 2 stycznia 2013

Co się wydarzyło w Bucks County

Za sprawą filmu „Co się wydarzyło w Madison County” („The Bridges of Madison County”), stało się popularne poszukiwanie i fotografowanie drewnianych mostów pokrytych dachem.
 

Ja swój most znalazłem kiedyś w Pensylwanii. Jest on ciekawie położony, bowiem droga za nim pnie się do góry co w całości tworzy dość przyjemną kompozycje. Czekałem na pierwszy śnieg, żeby jeszcze bardziej wzmocnić tą  kompozycje poprzez lepsze uwydatnienie samej drogi za mostem. Myślę, że tak się stało ale najbardziej ucieszyła mnie ciekawska sarna, która zagrała tutaj główną rolę w nowej wersji filmu „Co się wydarzyło w Bucks County”

poniedziałek, 5 listopada 2012

Huragan Sandy

Nie rozumiem dlaczego meteorolodzy nadają żeńskie imiona atlantyckim huraganom. Huragany niosą ze sobą taką destrukcje, że nazywanie ich Sandy, Katrina czy Irene to jakieś nieporozumienie.
A może warto byłoby je nazywać np: Adolf, Benito czy Fidel ....
Minął tydzień od czasu kiedy huragan Sandy ograbił tutejsza jesień z jej pięknych kolorów. To nie była filigranowa Sandy, to był najsilniejszy huragan jaki doświadczyłem, który spowodował, ze jesień przedwcześnie nas opuściła. A jaka była ona w przeszłości, proszę zobaczcie sami:

Black Water SP, Wirginia Zachodnia, Październik 2010

Tuz za oknem czyli New Jersey, Październik 2008

Tuz za oknem czyli New Jersey, Październik 2009

 Dolina Hudson, New York, Listopad 2007
  
Vermont, Październik 2005

 Shenandoah NP, Wirginia, Pazdziernik 2008

 
 Princeton, New Jersey. Listopad 2008
 
 Huragan Sandy, doslownie tuż za oknem, Październik 2012 :-(


niedziela, 28 października 2012

Grawitacja

Gdyby Sir Isaac Newton siedział pod jesiennym klonem a nie pod jabłonią to mogłby uznać, że grawitacja jest czystą iluzją.


Spacerując w lokalnym lesie, zauważyłem, iż niektóre liście potrafią umknąć grawitacji. Są one zawieszone w niewidocznych polach antygrawitacyjnych, tworzonych przez pajęcze sieci.

poniedziałek, 15 października 2012

Stara szkoła w nowym świetle


Ten skromny budynek jednoizbowej szkoły fotograficznie zagnieździł się w mojej głowie od wczesnej wiosny.


 
Jest tutaj fajny płot, którego linie mają wyraźny charakter naprowadzający ale bez dobrego światła ta kompozycja jako całość byłaby raczej nudna. Pomyślałem więc, żeby przyjechać na wschód słońca, którego światło powinno rzucić długie cienie i spotęgować efekt naprowadzających linii a także dodać więcej wymiarowej głębi. W zeszły weekend to założenie całkiem dobrze się sprawdziło i do tego ten lekki szron na trawie, który był tutaj całkiem miłym dodatkiem. Właśnie to jest to co lubię w fotografii, że część procesu komponowania można przewidzieć i spokojnie zaplanować ale istnieją też elementy zaskoczenia, którę czasami wychodzą na dobre.
 
 
Drugie zdjęcie jest tworem totalnie odlotowego zaskoczenia. Poranne światło wpadało do szkoły od jej wschodniej strony i wychodziło oknem po przeciwnej, wciąż ocienionej stronie budynku. Odniosłem wrażenie, jakby ta stara szkoła, przez moment ożyła. Światło czyni cuda i to nie tylko w fotografii :-)
 

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Żółw

Majowy kemping z przyjaciółmi to już wieloletnia tradycja, o której razem z Haliną blogowaliśmy tutaj czy tutaj :-).
Zawsze jest fajnie spotkać się w tym gronie ale po całym dniu bycia w„towarzyskim transie”, moja natura szuka choć jednej godziny spokoju. Tym razem cichutko wsiadłem do kajaku i zatopiłem się w spokojnym obliczu jeziora, którym również rozkoszowały się liczne żółwie z gatunku czerwono-brzusznych. Mając taki materiał byłoby grzechem nie zacytować poczciwego Jana Brzechwę :-)

 

"To rzekłszy łypnął okiem I odszedł żółwim krokiem". Może nie tyle co odszedł żółwim krokiem a odpłynął :-)
 

 

środa, 9 maja 2012

Edukacja

Dawno temu, w jednoizbowej szkole, nauczyciel przekazywał wiedzę, która dla uczniów była absolutną nowością. Tak samo było z każdym profesorem, który na swojej uczelni prawie zawsze był autorytetem dla studentów.


Wtedy dostęp do informacji był dużo trudniejszy a w takich okolicznościach dużo łatwiej być autorytetem w szkolnictwie. Ponadto poziom i ilość komplikacji były marginalne w porównaniu z tym co mamy dzisiaj. Można było poświecić więcej czasu na omawianie prostych zagadnień, które są przyjemniejsze dla studenta niż te bardziej skomplikowane, bowiem dają satysfakcję z ich szybkiego zrozumienia. Do tego ten przytłaczający nadmiar szczegółów, który rozprasza i wprowadza atmosferę zagubienia, prowadząc do utraty istoty omawianego zagadnienia.
Czy można coś z tym zrobić? Hmmm, może warto ponownie wrócić do jednoizbowych szkól, w której nauczyciel nie będzie już wykładał złożonej matematyki czy usianej szczegółami biologii, a w zamian nauczy studentów jak poruszać się w sieci powszechnie dostępnej informacji, jak filtrować istotne fakty od tych, które tylko robią zamieszanie w naszych głowach. Będzie miał ponownie więcej czasu, żeby mówić o rzeczach bardziej ogólnych, które mają naprowadzić studenta do dalszych poszukiwań. Myślę, że w takich okolicznościach autorytet nauczyciela miałby szanse wrócić do dawnego statusu, a my, ich studenci mielibyśmy poczucie, że posiadamy wiedzę, która uwolni potencjał naszej kreatywności.

piątek, 3 lutego 2012

Kura z jabłkami

Kura z jabłkami to nie przepis na niedzielny obiad , to bardziej recepta jak zamieszkać w starym młynie, recepta, którą chciałbym sam bardzo poznać. W ostatnim wpisie, pokazałem młyn, zamieszkały przez tajemniczego gospodarza.  Co jesień wypełnia On beczkę jabłkami, które  świeżym kolorem i zapachem zapraszają w progi jego domostwa. Mam ochotę zapukać do drzwi, przedstawić się po czym okazać  gospodarzowi szacunek, że mlyńskie koło wciąż sie kręci, ale odwaga w ludzkich relacjach raczej nie leży w mojej naturze :-)


Kiedy byłem tam ostatnio, jabłek już nie było ale za to na świeżym śniegu, kura stała na jednej łapce jakby ktoś ja zamienił w malowane drewno.   
Ciekawe czy spotka ją podobny los, który spotkał jabłka. A może przepis na kurę z jabłkami naprawdę istnieje ? Jeśli ktoś zna, proszę o przepis  :-)

wtorek, 31 stycznia 2012

Facebook i stary młyn

W dniu publikacji tego wpisu, facebook ma na swoim koncie około 90 miliardów zdjęć, każdego dnia pojawia się tam 200 milionów zdjęć. Gdyby nadal wierzyć, że zdjęcie jest warte tysiąca słów to facebook miałby ich 90 bilionów. Jest to kosmiczna liczba, która niesie za sobą pewne konsekwencje dla fotografii.  Dzisiaj fotografia jest tak powszechna, iż trudno w niektórych zdjęciach dopatrzeć się owych tysiąca słów. Ta powszechność, powoduje, iż mniej ludzi ceni sobie fotografię jako prawdziwą sztukę. Fotografia staje się nudna, bowiem co raz więcej jest w niej zbędnych słów.


Ten stary młyn, stał się ostatnio moim ulubionym tematem. Odwiedziłem go już mnóstwo razy, oglądałem go z każdej strony, o różnych porach dnia. „Zaprzyjaźniłem” się z tym młynem, żeby skomponować jedno zdjęcie, z nadzieją, że będzie ono warte tysiąca słów, tych konkretnych słów.
Jest to stary młyn, który wciąż ma swojego gospodarza, a przecież obok płynie czas, w którym co sekundę na facebook pojawia się 2314 zdjęć ;-)

czwartek, 19 stycznia 2012

Fotografia i malarstwo

Kilka dni temu czytałem wpis Kasi o ptaptach w głowie, z jej piękna ilustracja odlatujących gęsi. Poprzez czyste skojarzenie, w swojej kolekcji zdjęć odnalazłem lustrzane odbicie jej namalowanego obrazka.



Zawszę podziwiałem wszystkim co z lekkością potrafią używać pędzla i gdyby umiał malować to na pewno bym to uprawiał z pasją. Dlatego dla mnie, fotografia jest zbawieniem, takim wygodnym i łaskawym substytutem, dzięki której mogę malować swoje obrazy, mimo że talentu do ich malowania nie dane mnie było mieć.

środa, 23 listopada 2011

Americana

Americana - pod tym pojęciem kryje się niemal wszystko co jest bardzo charakterystyczne dla Stanów Zjednoczonych Ameryki. Klasyczna butelka Coca Coli jest tego dobrym przykładem. W niektórych krajach stworzono podobne pojecie, jedno z ciekawszych to Kiwiana wymyślona przez Nowo Zelandczyków.


Kilka miesięcy temu znalazłem starego pick-upa, porzuconego obok stodoły, na której wciąż widniał napis Mail Pouch Tobacco. Dwa elementy z przeszłości, będące typowym elementem z gatunku americana. Myślę, że jest to całkiem fajny temat, żeby zacząć nową serie :-)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Tuż za rzeką

Do granicy New Jersey z Pensylwanią mam zaledwie 30 km i często odwiedzam ten region po obu stronach rzeki Delaware. To właśnie tam Washington przekraczał rzekę podczas rewolucji amerykańskiej w dniu Bożego Narodzenia, 1776 roku, celem zaskoczenia Anglików bazujących w Trenton. Dzisiaj są tam małe przeurocze miasteczka, New Hope, Stockton czy Lambertville, które są zamieszkałe przez ludzi z dużym poszanowaniem dla otaczającej przyrody. Z jednej strony sielankowy spokój a z drugiej Nowy Jork i Filadelfia na wyciągniecie ręki, prawie idealne miejsce, żeby zakotwiczyć się na dobre 


Bardzo lubię być tam wcześnie rano, kiedy światło i zapach serwują doskonałe śniadanie, popijane najprawdziwszą kawą, kupioną gdzieś po drodze do Pensylwanii.

poniedziałek, 31 października 2011

Październikowa śnieżyca

W tym roku zima wyraźnie nie mogła się doczekać, bowiem już w październiku postanowiła przykryć jesienne kolory białą monotonią. Lubie śnieżną zimę ale kiedy pojawia się ona zbyt wcześnie to przybiera postać intruza. Mogę strawić lekki biały puch, niczym słodki puder subtelnie pokrywający szarlotkę, ale to była najprawdziwsza śnieżyca. Śnieg był tak mokry i ciężki, że większość drzew była zmuszona oddać głęboki ukłon, a te które tego nie zrobiły zostały bezwzględnie ukarane. Co chwilę dochodziły nas odgłosy spadających konarów, odgłosy dumy i cierpienia. Kiedy nadszedł wieczór, trzaski pękających gałęzi stawały się jeszcze bardziej makabryczne, to już była masową egzekucja. Trudno było mi spać tej nocy ...


Następnego dnia, z ulgą zobaczyłem jak jesień z godnością wraca do życia. Jej żółte odcienie zaczęły powoli przebijać się ponad biało-srebrzystą powłokę, dając zimie do zrozumienia, iż łatwo jest złamać jednostki ale nie sposób złamać cały las.


Na specjalne życzenie, zamiesćiłem jeszcze jedno zdjęcie :-)

czwartek, 7 lipca 2011

Czarnooka Zuzia

Rudbekia owłosiona to natywny kwiat Ameryki Północnej, który powszechnie jest znany jako Black-eyed Susan. Jej żółto złociste kwiaty wypełniają latem nie tylko nasze ogrody ale też tutejsze łąki. Kilka dni temu odkryłem łąkę, na której było tysiące czarnookich piękności.


W fotografii często bywa, że ostatni promyk światła jest decydującym elementem w wyborze motywu i tak też się stało na tej łące.

wtorek, 21 czerwca 2011

Carmen i robaczki świętojańskie

Wczoraj czytałem wpis Kasi o tym, że pola maków i rumianków to wystarczający powód, żeby lubić czerwiec. Od razu myślami wróciłem do Polski, kiedy dekadę temu też kładłem się pośród maków i z pasją je fotografowałem. Właśnie wtedy narodziła się Carmen, jedno z nielicznych zdjęć mojego autorstwa, które nie tylko mnie utkwiło w pamięci.


Sześć i pół tysiąca kilometrów od makowych pól i zadaje sobie pytanie czy nadal lubię czerwiec. O tak, bardzo lubię. Są to czerwcowe wieczory, kiedy łąki i lasy wypełniają się szalonym tańcem robaczków świętojańskich. Te wieczory są nad wyraz ulotną egzystencją, której zatrzymanie w kadrze to całkiem poważne wyzwanie :-)


Przy okazji informuje, ze od tego wpisu publikowane zdjęcia można powiększyć. Otworzy się ono w osobnym okienku w ramach, którego będzie można przejrzeć wszystkie zdjęcia z danego wpisu.
Skrypt ten zwany Lightbox opracował Lokesh Dhakar, za którego udostępnienie serdecznie dziękuję.

czwartek, 5 maja 2011

Dereń i Marta

Każdej wiosny delektuje się fotografowaniem dereni, których elegancja to wysublimowany pokaz botanicznej mody. Najczęściej rosną one na obrzeżach lasu ale zdarza się, że w głębi puszczy nagle eksplodują ich kremowe płatki, które ubarwiają nasze leśne wędrówki.




Ku mej radości, moja córka Marta też zaraziła się pięknem dereni. Bywa, ze dziewczę nawet się wspina, żeby poczuć ich zapach i przy okazji skomponować dereniowy portret.


Mój dereniowy portret powstał wieki temu i wiele lat mi zabrało, zanim znalazłem taki okaz. Marta ma niezliczone wiosny przed sobą i potrafię sobie wyobrazić jak piękny będzie jej dereń.