W Południowej Karolinie jest całkiem fajna plaża, na której
drzewa, a właściwie ich szkielety są zalewane podczas przypływu.
Około 3 km dzikiej plaży, bez żadnych zabudowań i asfaltowych
dróg. Na wschodnim wybrzeżu Stanów jest to najdłuższy fragment dzikiej plaży pomiędzy Bostonem a Miami, czyli na odcinku ponad 2000 km.
Jedyne dojście do niej biegnie przez tereny byłej
plantacji bawełny, o swietnośći której świadczy przepiękna
aleja dębów pokrytych epifitami.
Do samej plaży doszedłem okolu 6-tej nad ranem, temperatura
powietrza już przekraczała 30 stopni i oczywiście 100%
wilgotności. Przypływ można łatwo przewidzeń ale pogoda i dobre
światło to już loteria. Tym razem dopisało mi szczęście, bowiem
tuz po wschodzie nadchodził potężny sztorm. Trzaskałem zdjęcia
do samego końca widząc jak ściana wody i porywisty wiatr nadciąga
z nad wody. Do tej pory nie wiem jak mój aparat to przeżył, tym bardziej
chwała dla Canona za ich deszczowo-odporny sprzęt. Sam przypływ
zawsze wywołuje u mnie gęsia skórkę a jeśli on się zbiegnie ze
sztormem to uczucie strachu staje się normą. Kiedy nad Bałtykiem jest sztorm wytarczy wyjść za wydme i po strachu. Tutaj wydmy są niskie a czasami wcale ich nie ma. Kiedy jest przypływ i sztorm to woda
przelewa się do rozleglej strefy buforowej, w której rośnie
gatunek trawy odporny na zasolenie.
Drzewa zatopione w oceanie zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie.
To miejsce wyglądało nierealnie ale kiedy zrobiłem pierwsze ujecie,
widoczne na nim fale wprowadziły wyraźny chaos i strasznie
urzeczywistniły sam moment. Żeby rozmyć morskie fale,
naświetlałem klatkę prze kilka sekund. W takiej
sytuacji w sukurs przychodzi filtr, który pochłania światło niczym
czarna dziura. Kiedy się patrzy przez taki filtr to świata przez
niego nie widać i tylko długie czasy naświetlania są wstanie
wydobyć z niego obraz, w którym ruch nabiera jakby innego wymiaru. Próbowałem rożne czasy i feralne 13 sekund
okazało się najbardziej optymalne, nie zaburzając bajkowej wizji
drzew w otchłani oceanu.
niedziela, 14 lipca 2013
sobota, 18 maja 2013
Szept Winogranda
To było trzynaście lat temu, upalny i wilgotny lipiec. Błąkałem się po ulicach Soho w Nowym Jorku i
szukałem tematu, żeby skończyć rolkę
czarno-białego negatywu, zasiedziałego w lustrzance Minolty. Kiedy zobaczyłem gościa siedzącego na
balkonie, przez krótki moment wyobraziłem sobie, że Garry Winogrand szepczę mi
do ucha "a teraz jest najlepszy moment żeby wreszcie zrobić dobry użytek z
aparatu".
Nigdy później nie
zrobiłem tak wyrazistego ujęcia w ramach ulicznej fotografii. Jest całkiem możliwe, że szept Winogranda to
był tylko jednorazowy wypadek, ot taki
przypadkowy przechodzień jak każdy inny w tym wielkim mieście.
wtorek, 7 maja 2013
Porzucony
Przez ostanie miesiące, ten blog
wygląda niczym porzucony hydrant, niby istnieje ale czy na pewno
działa ? Sprawdziłem czy woda nadal płynie i jestem dobrej myśli,
że w najbliższym czasie trochę tej wody na blog się wyleje.
Mam też nadzieje, że oprócz samej
wody wyleje się z nią coś bardziej treściwego :-)
środa, 27 lutego 2013
Wariacje Goldbergowskie
Kontrapunkt (z łaciny punctus
contra punctum, w dosłownym
tłumaczeniu: nuta przeciw nucie) - technika kompozytorska, która
polega na prowadzeniu kilku niezależnych linii melodycznych zgodnie
z określonymi zasadami harmonicznymi i rytmicznymi (Wikipedia).
Wysłuchajmy
Wariacje Goldbergowskie w wykonaniu legendarnego Glenn Gould i
kontrapunkt stanie się całkiem zrozumiała ideą.
Czy kontrapunkt można
również stosować w fotografii? Można i nawet nie zdajemy sobie z
tego sprawy, że wiele kompozycji w fotografii jest oparta na
kontrapunkcie. Postanowiłem poszukać w swojej kolekcji wizualny kontrapunkt,
który pasowałaby na okładkę Wariacji Goldbergowskich.
Z nadzieją, że
jakiś wydawca muzyki klasycznej kiedyś tutaj zajrzy, a J.S.Bach nie będzie miał mi za złe, iż jego Wariacje
Goldbergowskie sprowadziłem do poziomu fotografii :-)
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Co się wydarzyło w Bucks County, cz.3
Jeszcze jeden kryty most z Pensylwanii, tym razem z poziomu płynącego pod nim potoku.
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Kompromis
Jeśli z dziesięciu osób każde widzi
w tym samy zdjęciu różną historie to tylko świadczy dobrze o
wyobraźni obserwujących ale czy to samo można powiedzieć o
wyobraźni autora tego zdjęcia?
Czy to oznacza, że dobre zdjęcie
powinno być jednoznaczne w przekazie? Myślę, że nie, bowiem sama
wieloznaczność daje intelektualną satysfakcję tym co oglądają
dane zdjęcie.
Czy jest możliwe, że kompromis tkwi
w spójnej historii, w której nie wszystko jest całkowicie
przejrzyste? Jeśli tak, to super ostre obiektywy Zeiss może
zostawić kolekcjonerom :-)
piątek, 4 stycznia 2013
Co się wydarzyło w Bucks County, cz.2
Spełniam prośbę pokazania mostu w
oprawie innej pory roku. To zdjęcie zrobiłem późnym latem, nie
ma tam ciekawskiej sarenki ale ujęcie jest zupełnie inne niż to
zimowe.
Ten drawniany most na zdjęciu ma około 150 lat, więc pokrywanie ich dachem to całkiem skuteczne podejście, żeby chronić je przed zimową erozją.
Dzięki dłuższej ogniskowej mogłem
bardziej skompresować most z tłem, do tego stopnia, że odnosi się
wrażenie jakby konary drzew tworzyły dodatkowe zadaszenie tego
mostu, niczym wrota do zielonej krainy.
Ten drawniany most na zdjęciu ma około 150 lat, więc pokrywanie ich dachem to całkiem skuteczne podejście, żeby chronić je przed zimową erozją.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










